30 lat odrodzonego samorządu lekarskiego

2019-10-30 08:15:00


Medicus 11/2019 - dodatek historyczny

Lubelska Izba powstała na nowo

Obecną Izbę Lekarską reaktywowano 6 listopada 1989 r. Władze Lubelskiej Izby Lekarskiej I kadencji, pod przewodnictwem prezesa Witolda Fijałkowskiego, z niezwykłą energią i poświęceniem rozpoczęły tworzenie samorządu lekarskiego. Terytorium działalności Izby obejmowało wtedy delegatury w Białej Podlaskiej, Chełmie, Zamościu, Radomiu, Tarnobrzegu oraz Lublinie. Siedzibą Izby początkowo były 3 pomieszczenia w wieżowcu przy ul. Wieniawskiej 14 a potem budynek przy ul. Cichej 4 w Lublinie. Na rozwiązanie czekały dziesiątki problemów narosłych w ciągu
40 lat administracyjnego sterowania służbą zdrowia.

Oczekiwano wówczas, że tylko radykalna reforma może spowodować przerwanie procesu postępującej pauperyzacji lekarzy oraz niedopuszczenie do załamania systemu ochrony zdrowia. Ważnymi dokonaniami pierwszej kadencji było zorganizowanie pomocy socjalnej (na którą przeznaczano 25 proc. budżetu Izby), zrealizowanie zbiorowego ubezpieczenia OC wszystkich członków LIL, utworzenie poradnictwa prawnego, a także powstanie miesięcznika Medicus.

 

Naprawdę chcieliśmy mieć samorząd

z prof. Ewą Tuszkiewicz-Misztal,
inicjatorką reaktywowania samorządu lekarskiego;
w I kadencji izb lekarskich pełniła funkcję sekretarza Naczelnej Rady Lekarskiej,
rozmawia Anna Augustowska

• Tegoroczna rocznica 30-lecia odrodzenia samorządu lekarskiego to dobra okazja, aby przypomnieć, że początków reaktywacji izb lekarskich powinniśmy szukać dużo wcześniej, bo już w1981 roku?

– To prawda. Bez tamtej próby, którą brutalnie przerwał wprowadzony już w trakcie naszych niemal finalnych obrad, stan wojenny wprowadzony w grudniu 1981 roku, nie wiem, czy tak szybko w maju 1989 roku doszłoby do uchwalenia ustawy o izbach lekarskich. Bo o odrodzeniu naszego samorządu zaczęliśmy myśleć wkrótce po podpisaniu porozumień sierpniowych w 1980 roku. Pierwsze próby i przymiarki do tego powstały na fali szalonego optymizmu, jaki ogarnął wtedy całą Polskę. Lekarze działający w strukturach Solidarności, zaczynali tworzyć zręby przyszłych struktur samorządowych. Powołano Krajową Komisję Zdrowia i jej regionalne oddziały.

• Nie kryję, że z ogromnym wzruszeniem trzymam Kartę Uczestnictwa, jaką wydano Pani 16 maja 1981 roku w trakcie Ogólnopolskiej Sesji, którą zorganizowała w Bydgoszczy Krajowa Komisji Zdrowia NSZZ „Solidarność”.

– To dowód na to, że już wtedy spotykaliśmy się, zjeżdżając z całej Polski, aby dyskutować i tworzyć pole do wspólnych działań i zmagać się z kulawym projektem ustawy o izbach lekarskich. W Lublinie także tworzyliśmy pierwsze zręby organizacyjne. W sierpniu 1981 roku Komisja Zakładowa Solidarności Akademii Medycznej w Lublinie rozesłała aż tysiąc zaproszeń do lekarzy naszego regionu na zebranie, które miało rozpocząć prace nad organizacją lubelskiej izby lekarskiej, ale odzew był bardzo marny – przybyło około 60 osób. Byłam organizatorem tego spotkania i poczułam bolesne rozczarowanie. Z drugiej strony to były całkowicie pionierskie czasy i sama idea samorządności dopiero się w nas kształtowała. Co prawda w tym czasie do Sejmu wpłynął już projekt ustawy o izbach lekarskich, przygotowany przez Polskie Towarzystwo Lekarskie, ale był on niezgodny z zasadami demokracji i dążył do podporządkowania izb Ministerstwu Zdrowia, na co nie mogliśmy się zgodzić. Trwały więc intensywne prace nad przeforsowaniem projektu firmowanego przez Solidarność. Niestety, nie zdążyliśmy, bo w trakcie obrad nad uchwałą o potrzebie reaktywowania samorządu lekarskiego, które toczyły się od 12 grudnia 1981 r. w Poznaniu na Ogólnopolskiej Konferencji Lekarzy zwołanej z inicjatywy Sekcji Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność”, w nocy 13 grudnia wprowadzono stan wojenny. Pamiętam, że te obrady w pewnym momencie zostały przerwane komunikatem jednego z lekarzy, abyśmy jak najszybciej opuścili miejsce naszego spotkania, wymeldowali się z hotelu i natychmiast wyjechali z Poznania. Nie wiem, skąd wiedział, że tej nocy będzie ogłoszony stan wojenny, nie wiem, co by było gdybyśmy zostali, ale zapewne czekałby nas taki sam los, jak obradujących w tym samym czasie w Gdańsku
członków Komisji Krajowej „S”, których internowano. Ja i Barbara Bogdańska (lekarka z Lublina) zdążyłyśmy złapać pociąg do Warszawy a potem, jakimś cudem wskoczyłyśmy do pociągu wiozącego żołnierzy na przysięgę, który jechał chyba do Zamościa przez Lublin. I tak 13 grudnia około godz. 5 rano znalazłam się w Lublinie. Z tego dnia mam zachowaną do dziś delegację, czyli polecenie służbowego wyjazdu do Poznania, którą wystawiła mi Komisja Zakładowa „S” z naszej Akademii Medycznej. Kiedy 10 grudnia 1981 roku wsiadałam do pociągu nie miałam pojęcia, co zastanę po powrocie…

(...)

Ponieważ jesteśmy lekarzami

z Witoldem Fijałkowskim, 
pierwszym prezesem odrodzonej w 1989 roku Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie,
rozmawia Anna Augustowska

• To był słoneczny dzień, czy raczej listopadowa szaruga?

– Niestety, zupełnie tego nie pamiętam. Być może dlatego, że dzień spędziłem na sali, nie wykluczam też zaburzeń pamięci, charakterystycznych dla wieku podeszłego lub nadmiaru emocji, jakie mi wtedy towarzyszyły. Musiały być bardzo silne, bo nawet nie bardzo pamiętam, w którym miejscu zebraliśmy się na obrady. Chyba gdzieś w centrum?

• To ja przypomnę: spotkanie 30 lat temu – 6 listopada 1989 roku – odbyło się w dzisiejszym budynku Sądu Apelacyjnego przy ul. Lipowej 13 (dawniej mieścił się tu Komitet Miejski PZPR). To tam zorganizowano pierwszy Okręgowy Zjazd Lekarzy, który chyba wiele zmienił w Pana życiu?

– Zmienił bardzo wiele! Co prawda do dziś nie wiem dokładnie, dlaczego to mnie wybrano wtedy na stanowisko prezesa OIL. Byłem anestezjologiem zatrudnionym w Szpitalu Klinicznym nr 1 przy ul. Staszica, bardzo w tym czasie skoncentrowanym na tworzeniu oddziału intensywnej terapii. Realizacja tego zamierzenia bardzo mnie wtedy pochłaniała. Miałem w głowie świeżo przywiezione, po rocznym stażu w Anglii, pomysły, jak taki oddział powinien funkcjonować. I co tu kryć, podejmowanie wyzwania, jakim niewątpliwie było kierowanie reaktywowanym samorządem, nie bardzo mi wtedy odpowiadało. Tym bardziej że znałem wielu bardziej godnych ode mnie kandydatów do tej funkcji.

• Ale koledzy uznali, że to Pana kandydatura jest najlepsza! Uosabiał Pan wartości, do których wtedy wszyscy tęsknili.

– To były czasy ogromnej przemiany ustrojowej i ucieczki od tego, co większości z nas doskwierało. Przypuszczam, że nie bez znaczenia była moja aktywność w okresie stanu wojennego, udział w Komitecie Obywatelskim, pewne cechy osobowościowe. Najwyraźniej spełniałem kryteria, którymi kierowała się większość głosujących. Ale ostateczną decyzję o kandydowaniu podjąłem nieco przez przekorę – kiedy zaczęto na mnie wywierać presję, abym zrezygnował z ubiegania się o stanowisko prezesa.

(...)

Jak to z Medicusem było…

Jest o niespełna rok młodszy od Lubelskiej Izby Lekarskiej, ale trudno przy okazji jubileuszu nie wspomnieć o Medicusie, który od 30 lat towarzyszy wszystkim wydarzeniom związanym z funkcjonowaniem lubelskiego samorządu lekarskiego, a także szerzej – z życiem lekarzy i lekarzy dentystów całego regionu.

– O tym, że każda nowo powołana izba lekarska powinna wydawać własną gazetę, decydowała ustawa o izbach lekarskich uchwalona w maju 1989 roku – wspomina Edward Dmoszyński, pierwszy redaktor naczelny miesięcznika lubelskiej izby, który do pracy najpierw nad kształtem i profilem gazety a potem do jej redagowania trafił zaproszony przez Witolda Fijałkowskiego, prezesa ORL. – Do dzisiaj nie wiem, kto mnie polecił prezesowi, ale domyślam się, że wpływ na to miała moja działalność w Solidarności, a także doświadczenie dziennikarko-redaktorskie.

– Kiedy dostałem telefon z propozycją pracy w izbie, nie wahałem się. Zadanie było inspirujące, atmosfera zapału i radości, że tworzy się wolna prasa, chęć opisywania zmian, jakie niosła ze sobą transformacja ustrojowa, to było to, na co czekałem – opowiada Edward Dmoszyński.

Do zespołu dołączyła Maria Przesmycka jako sekretarz redakcji i Violetta Krasnowska, a także współpracująca do dziś z Medicusem Iwona Burdzanowska, fotografka. Szybko też ukonstytuowała się Rada Programowa i pojawili się autorzy chętni do współredagowania kolejnych wydań. – To byli lekarze m.in. Marcin Olajossy, Ireneusz Szymański, Jerzy JakubowiczMaria Król, ale też dziennikarze z lubelskich redakcji jak Mirosław Derecki czy Halina Wolska z biblioteki im. H. Łopacińskiego. O prawnych aspektach w medycynie pisał radca Tadeusz Pierzchalski.

(...)

Cały dodatek do pobrania w formacie pdf na stronie Medicusa - www.medicus.lublin.pl

Data wytworzenia: 2019-10-30 08:15:00
Odpowiada: -- w trakcie uzupełniania
Data udostępnienia: 2019-10-30 08:15:00
Udostępnił:
Odsłon: 48
Data Autor Charakter